O kamieniach. Na szczęście nie nerkowych

Kojarzycie koncepcję kamieni życia? Czytałam o niej w Tam, gdzie spadają anioły Terakowskiej jakoś w gimbazie, a może nawet w podsbazie. W każdym razie wtedy, kiedy czułam się fest mądra, że czytam takie „dorosłe” książki. Swoją drogą, nienajgorsza proza. Ale to i tak te kamienie życia zapamiętałam najbardziej. I to one wywarły na mnie wtedy tak piorunujące wrażenie, że pamiętam o nich do dziś.

Generalnie chodzi o to, że idąc przez drogę życia raz na jakiś czas mamy jakiś kamol, który nie pozwala nam iść dalej tak, jak to robiliśmy do danego miejsca. Jest jakieś rozwidlenie dróg. Albo trzeba iść przez rów. Albo mocno się rozpędzić i go przeskoczyć. Nie pamiętam dokładnie. Ale rzecz w tym, że kiedy dokonujemy wyboru, to sporo rzeczy się zmienia.

Wybory są czasami prozaiczne, ale mają kolosalne znaczenie dla naszej przyszłości. W stylu Adolfa H., który dostaje się na Akademię Sztuk Pięknych, dzięki czemu nie ma II WŚ. I pomyślałam sobie, że to jest jednak dość pesymistyczna wizja. A na pewno mocno kontrowersyjna, jeśli idzie o nasze poczucie sprawstwa.

Lubię wierzyć, że to właśnie te drobne gesty i codzienne wybory konstytuują to jacy jesteśmy, jak wyglądają nasze relacje, jak zmienia się nasz świat. Jasne, że w obliczu próby widać to najwyraźniej, ale nie jesteśmy cholerną Taylor z „Mody na sukces”, albo Marysią z „Pierwszej miłości’. Raczej mało prawdopodobne, żebyśmy w ciągu niespełna trzydziestu lat zostały porwane przez bandytów, więzione, zmuszone do zostania arabską księżniczką, odratowane, ośmiokrotnie zamężne, czterdzieściokrotnie witające w szpitalu, wepchnięte do szybu windy i przebywające w śpiączce przez pięćset odcinków. To się po prostu nie zdarza. Więcej ludzi umiera w domach, niż podczas wyprawiania ekstremalnych rzeczy. Znakomita większość naszego czasu upływa pod znakiem spokoju i braku dramatów. Chyba, że ktoś bardzo lubi je mieć, to sam je sztucznie generuje. Nie wiem jak Wam, ale mi się czasami zdarza. Ale o co innego się tutaj rozchodzi.

Świata nie zmieniają rewolucje. One są przyczynkiem zmiany. Ale to się dzieje tak, jak robi się bałagan w pokoju. Samoistnie. Codzienne życie determinuje nas bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Wszystko ma znaczenie. Jeśli podliczyłoby się codzienne sytuacje mające wpływ na człowieka z tymi, które on sam uważa za rewolucyjne, to podejrzewam, że stosunek byłby jak 3:1. Inna sprawa, że to my nadajemy tym zwyłym codzinnym chwilom jakieś znaczenie. Czasami byle żwirek może stać się kamieniem życia. Tym sposobem dochodzę do miejsca, w którym jednocześnie irytując się, że zrobię powtórzenie, chcę powiedzieć, że dla mnie nie ma leżących na naszej drodze życia, kamieni życia.

Dla mnie są kocie łby.

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s