Bądź swoim przyjacielem

Macie czasami takie chwile w swoim życiu, że czujecie się jakbyście nie byli sobą? Kiedy nie możecie zrobić nic konstruktywnego, leżycie brzuszkiem do góry, klepiecie się po plecach i popadacie w marazm. Po czym kopiecie się po dupskach, żeby coś zrobić, tylko po to, żeby zaraz potem być na siebie wściekli, że nie umiecie się pozbierać do kupy. Przez co popadacie w jeszcze większy marazm, bo się nie słuchacie. Jeśli nie – nie czytajcie dalej, bo najwyraźniej to nie jest tekst dla Was.

Ja tak miałam. Tak jak, wydaje mi się, każdy człowiek na ziemi. No ale mogę się mylić. W każdym razie u mnie dalej bywają chwile, w których jakby nie jestem sobą. Ale to chwile, z których czasem szybciej, czasem wolniej się wyciągam bo już wiem jak. I uważam, że to sukces, bo kiedyś to nie były chwile ale tygodnie. Tygodnie, w których byłam kupą, i z których pomógł mi się wydostać mój przyjaciel. Którego wtedy mniej uważałam za mojego przyjaciela, a bardziej jako kata.

Prawda jest taka, że potrzebujemy ludzi bardziej niż się nam to wydaje. Wiecie, że nawet zdjęcie bliskiej osoby pomaga uporać się z bólem? Czasami naprawdę bardzo potrzebujemy przyjaciół, którzy nas wyciągną z jakiegoś potężnego bagna. I to tak powinno działać. Bo od tego są przyjaciele. Ale jeśli chcesz mieć tych przyjaciół nie możesz ich ciągle zawalać swoimi sprawami i liczyć na to, że będą to ciągle robić z uśmiechem na ustach. Bo będą to robić ale kosztem siebie.

Długo nie mogłam się pogodzić z tym, że cierpliwość ludzi się kończy. Być może teraz dorabiam teorię do czegoś, co nie miało za bardzo sensu, ale mi to pomaga. Mój przyjaciel, który mi pomógł prawdopodobnie jest nim nadal dlatego, że zmusił mnie do ogarnięcia się i pozostawienia jego ogarnianie mnie na naprawdę ważne okazje. Czyli zasadniczo na takie, kiedy sama nie wiem jak sobie ze sobą poradzić.

Nie bardzo wiedziałam jak to robić bo dotychczas jak miałam problem to albo próbowałam go przeczekać albo załatwić to w bardzo kiepski sposób, który wyczerpywał emocjonalnie mojego przyjaciela. Brakowało mi systemu. Dopóki nie zaczęłam traktować się jak swoją przyjaciółkę. Będąc swoją przyjaciółką staram się siebie zrozumieć, dociekać i wiedzieć dlaczego coś się ze mną dzieje. Potrafię też dać sobie czas na zrozumienie tego co się dzieje i siebie. Otaczam siebie opieką i pozwalam sobie pół wakacji oglądać Chirurgów. Kiedy trzeba potrafię się też kopnąć po dupsku, zwlec skoro świt z łóżka i robić ważne rzeczy. Nie chcę zwalać tego wszystkiego na najbliższą osobę, którą koło siebie mam.

Bo możesz być swoim przyjacielem i dać sobie radę. Ale możesz też być swoim przyjacielem i otrzymać radę – taką, jaką daje przyjaciel przyjacielowi – że potrzebujesz drugiego człowieka. I od kiedy traktuję siebie jako osobę pierwszego kontaktu, swoją przyjaciółkę albo mówiąc chirurgami – osobę, dozuję to, czym i w jaki sposób chcę zalać mojego prawdziwego przyjaciela. I od tego czasu życie staje się naprawdę lepsze.

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s