Srozwój osobisty

Nie lubię określenia „rozwój osobisty”. Nie wiem dlaczego, bo większość rzeczy, które ze sobą robię można podciągnąć pod ten termin. Dla mnie brzmi strasznie wyświechtanie i gdybym miała powiedzieć nowo poznanym na imprezie ludziom, że się nim interesuję to nie wiem czy bym się nie ukrztusiła w trakcie mówienia.

Powinnam być dumna z tego, że się tym interesuję. Być „samorozwojowcem” to trochę jak „samoukiem”. Każdy lubi samouków. Poświęcają swój czas i energię na to, żeby się czegoś nauczyć. Może chodzi o to, że ja nie do końca czuję żeby to była dla mnie jakiś niesamowity wysiłek? Kiedy wejdzie się na drogę samorozwoju, nie ma odwrotu. Jest tak, jak powiedział ukochany pan G. o tym, że jak ogląda serial to nie może przestać analizować modeli rodzin, a „pedagog to styl bycia”. Nie mogę obejrzeć filmu i nie chcieć czegoś wartościowego z niego wynieść, albo przeczytać coś na fejsie i nie zapisać tego do specjalnego notesika, jeśli uznam, że to warte zapamiętania.

Dlaczego więc nie mogę przekonać się do tego sformułowania?

Nie wstydzę się rozwoju osobistego, bo lubię opowiadać o tym co robię i jak się zmieniam na lepsze. Chyba chodzi po prostu o samo nazywanie tej rzeczy tak trywialnym zwrotem. Jego odbiór przez innych ludzi to jedno ale druga sprawa jest taka, że używa go zarówno osoba, która odrywa nowy kontynent stwierdzeniem, że „rozwój zaczyna się poza granicą komfortu” jak i coach siedzący w branży od lat. Nie żebym z niejednego talerza kotlety jadła i była zsamozrozwojowana na milion procent ale zdaje się, że wymagam od tego pojęcia i od siebie trochę więcej, niż normalnie robią to ludzie nazywający siebie „samorozwojowcami”.

„Rozwój osobisty” to worek na wszystko, co robi się dla siebie. Nawet idiota, który czasem pójdzie na jakieś warsztaty może sobie do niego wskoczyć. Nie chcę tego zwrotu używać w stosunku do siebie nie dlatego, że boję się, że używając go stawiam się w pozycji niedorozwiniętej. Wydaje mi się, że może chodzić o obietnicę, które skrywa to pojęcie.

Mówiąc, że interesujesz się osobistym rozwojem dajesz znak, że jesteś w ciągłym ruchu i chcesz się stawać lepszym. Tego, że przestanę to robić się nie boję. Boję się raczej tego, że mimo, że robię to tak długo, to okaże się, że jestem sto lat za murzynami. Że ktoś patrząc na mnie powie: „Olaboga, dziewczyna się interesuje rozwojem osobistym a przecież plepleplepleple”. Chcę pasować do obrazu, który sama sobie w głowie stworzyłam, w której na zaszczyt nazywania siebie w taki sposób trzeba zasłużyć.

Dlatego do czasu osiągnięcia przeze mnie tego stanu, zamiast dawać obietnicę swojej zajebistości mówiąc, że „interesuję się rozwojem osobistym” powinnam pokazywać, że jestem sobą mówiąc, że „interesuję się tym, żeby przeżyć życie świadomie i szczęśliwie, dokonując aktualizacji kolejnych ulepszonych wersji siebie i nie mitrężyć czasu na to, żeby nie sprawiać by każdy dzień miał szansę stać się najpiękniejszym dniem mojego życia”.

Ale jak, na Boga, powiedzieć takie coś na imprezie przy nowo poznanych ludziach i nie wyjść na wariatkę?

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s