Małe sukcesy

Jeśli miałabym wybrać między jednym spektakularnym sukcesem a małymi sukcesami codziennymi to wybrałabym te drugie. Lepiej czuć się nawet odrobinę bardziej fajnym każdego dnia niż od wielkiego dzwonu poczuć się zajebiście, a do tego czasu – jak kupa.

Mój wolontariat w Akademii Przyszłości nauczył mnie tego, żeby we wszystkim i wszystkich widzieć raczej dobre strony niż to, co jest do dupy. Jasne, że możesz czekać na wielki sukces ale w międzyczasie dobrze doceniać te drobne rzeczy, które tworzą naszą rzeczywistość, żeby nie czuć się ciągle jak ostatni nieudacznik. Myślenie zielonym światłem daje radę np. wtedy kiedy musisz a) wpisać dziecku do indeksu sukces, podczas gdy na zajęciach nie zrobiło ono ani jednego zadania albo gdy b) obiad, który zrobiłeś okazał się dnem i trzema metrami mułu.

Wtedy zamiast myśleć, że straciłeś czas, pieniądze, nerwy i jesteś zły bo:

a) masz wrażenie, że dziecko nie zda sprawdzianu szóstoklasisty;

b) się nie najadłeś

zaczynasz widzieć, że:

a) dziecku nie wychodziło, bo miało gorszy dzień ale Ci o tym powiedziało i to, że się otworzyło to już jest sukces;

b) możesz zamówić pizzę, a na przyszłość będziesz wiedział, że marynaty cytrynowej nie robi się tak, jak to zrobiłeś.

Każdy dzień to kolejna szansa na zrobienie czegoś dobrego i osiągnięcie jakiegoś małego, a czasem i nawet kwaśno-gorzkiego – ale jednak – sukcesu.

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s