Czas zacząć

W końcu założyłam bloga, do którego zabierałam się jak do jedzenia homara, którego nigdy nie jadłam. Skłamałabym gdybym napisała, że to był impuls. Skrupulatnie przemyśliwałam konwencję; co, kiedy i jak pisać. Czy ma być bardziej zabawnie? Czy bardziej profesjonalnie? Czy bardziej o mnie? Czy bardziej o tym, co przeczytałam?

Koniec końców z moich przemyśleń nie wynikło zbyt wiele. Ustaliłam ze sobą dokładnie nic. Nawet teraz nie jestem do końca przekonana co chcę pisać, kiedy, w jakich odstępach czasowych ani jak. Uznałam, że dość dobrą opcją będzie kontrolowany spontan, który połączy moje dwa bieguny – z jednej strony obrzydliwy perfekcjonizm a z drugiej szalone porywy serca. Moi znajomi twierdzą, że moje nazwisko doskonale oddaje mój charakter i chociaż przez 21 lat tak nie myślałam to zaczynam się coraz bardziej skłaniać ku tej opinii.

Na zajęciach, na których robiłam jedne z bardziej nienaturalnych rzeczy w swoim życiu, nauczyłam się tak naprawdę najwięcej na tych studiach. Niezastąpiona, choć pełna wad Pani P. kazała nam robić różne dziwne rzeczy. Na pierwszych zajęciach z Metod poradnictwa indywidualnego kazała nam napisać list do siebie, który ponownie zobaczę za jakieś 10 miesięcy. W tym liście napisałam wszystkie swoje obawy związane z nową grupą, tym czego oczekuję, co mi się podoba i kim chcę się stać. I zapomniałam o nim na jakiś czas.

Zastanawiając się nad sensownością tego bloga, przypomniałam sobie o tym liście i pomyślałam, że blog będzie dużo lepszą kontynuacją sztuki autoepistolarnej. Nie żebym nie mogła mieć oldschoolowego pamiętnika, w którym pisałabym co się ze mną dzieje i jak wzrastam. Chciałam bloga, bo zdałam sobie sprawę, że a) pamiętnik można wyrzucić a bloga na wordpressie na pewno mi się nie uda, bo z ledwością go założyłam, więc za kolejne 10 miesięcy, będę miała dostęp do swoich myśli, gdy najdzie mnie chwila refleksji b) chciałabym, żeby było to miejsce spotkań. Myślałam o spotkaniu „moich” i „nie moich” pedagogów. O ludziach, którzy mnie zainspirują, a także takich, którzy być może chętnie czytaliby moje wypociny myśląc, że są ode mnie sto razy lepsi, w której to wersji pełniłabym funkcję głupiego Jasia, co w gruncie rzeczy mam absolutnie w dupie. Przy odrobinie szczęścia jest szansa, że ktoś podbudowałby się istnieniem osoby, która myśli podobnie jak on, bo – między Bogiem a prawdą – nie znam wiele rozgarniętych pedagogów. Może jakaś zbłąkana dusza w liceum dzięki temu, co tu przeczyta zmieni swoje życiowe plany, albo osoba kompletnie z innej bajki zmieni myślenie na temat pedagogiki. Jeśli uda się choć jedna z optymistycznej wersji, będę spełnioną hm, blogerką.

Przy takich założeniach ciężko było mi się zabrać do napisania pierwszego posta. Dlatego w kilka dni od założenia bloga robiłam wszystko, włącznie ze sprzątaniem w mieszkaniu, żeby tego nie zrobić. Zwyczajnie nie wiedziałam jak. Nie jest łatwo postawić pierwszy krok, kiedy nie wie się jak się chodzi, ani stawiać kropkę nad i, kiedy nie zna się liter. Nie jest łatwo pokonać lęk przed tym, żeby zacząć coś nowego, żeby w pewien specyficzny sposób wziąć swoje życie w swoje ręce i zacząć publikować na swojej prywatnej rozwojowej platformie.

Nie wiedziałam jak to zrobić więc zrobiłam to po prostu.

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s